top of page

Strój łowicki kobiecy — opowieść zasłyszana między izdebką a sienią.

  • Zdjęcie autora: Joanna Pytlewska
    Joanna Pytlewska
  • 5 gru 2025
  • 3 minut(y) czytania

Na naszej wsi mawiano, że kobieta w stroju łowickim potrafi „rozświetlić dzień bardziej niż wschód słońca”. Nie wiadomo już, która babka powiedziała to pierwsza, ale takie zdania krążyły po domach jak wspomnienia, których nikt nie chciał zgubić. Starsze gospodynie powtarzały, że w świąteczny poranek kobieta musiała wstać wcześniej niż kogut. Najpierw rozgarnąć popiół w piecu, potem zapleść warkocz, aż w końcu — z namaszczeniem — założyć białą, wykrochmaloną koszulę.

Tak to się u nas opowiadało: że strój przygotowywało się powoli, jakby każda część miała swoją historię.


Regionalny Zespół Boczki Chełmońskie FOTO: Joanna Pytlewska-Bil


Pasiaki — tkane jak letnia tęcza. Kiedy mówiło się „łowicki strój”, przed oczami od razu stawały barwne pasiaki. U nas powiadano, że kobieta wybiera kolory tak, jak wybiera słowa — musi je poczuć. Nie było żadnej księgi znaczeń. To były raczej wiejskie przypowieści, że:

  • czerwień dodaje odwagi,

  • zieleń niesie nadzieję pól,

  • żółć przynosi radość.

Ale najważniejsze było to, że każda spódnica była inna. Jedna bardziej ognista, inna spokojna, jakby każda kobieta tkała w niej własny charakter. Pasy układano szerzej lub ciaśniej, odważniej lub łagodniej — według gustu, upodobania i tego, co akurat tkaczka miała na krośnie. I dlatego właśnie mówiło się, że „pasiak poznasz jak człowieka — po temperamencie”.


Regionalny Zespół Boczki Chełmońskie FOTO: Joanna Pytlewska-Bil

Gorset — duma noszona jak święto

O gorsecie na wsi mówiono z szacunkiem. Starsze kobiety powtarzały, że „najpiękniej leży na tych, co pamiętają, kto go szył”. Bywało, że córka dziedziczyła gorset po matce lub ciotce, a z czasem dodawała własne kwiaty. Nie była to reguła, raczej rodzinna tradycja w niektórych domach. Ale dzięki niej gorsety stawały się jak małe pamiętniki — zapisane nicią, a nie słowem. Z aksamitnych przodów błyszczały kwiaty: róże, maki, tulipany. Każdy haft był odruchem ręki, w której była i praca, i cierpliwość. Nic dziwnego, że kobieta w gorsecie wyglądała, jakby niosła w sobie odrobinę świątecznego światła.


Chusta — kobiece skrzydła

Chusta była jak ostatni akord pieśni. U nas na wsi mawiano, że kobieta w tybetowej chuście przypomina kwiat, który wyszedł na drogę, by złapać jeszcze trochę słońca. Młodsze kobiety wybierały częściej jaśniejsze wzory, starsze — spokojniejsze i większe. Nie było w tym nakazu. Po prostu taka była wiejska elegancja: podkreślić siebie, nie krzyczeć kolorem, ale też go nie żałować. Chusta ogrzewała w chłodny poranek, osłaniała przed słońcem, ale przede wszystkim dodawała kobiecie miękkości i powagi, takiej, o której się nie mówi, tylko czuje.


Dodatki - moc akcesoriów

„Bez czerwonych korali strój jakby nie miał głosu”. W łowickim stroju kobiecym korale były obowiązkowym dopełnieniem — noszono je luźno na szyi, w kilku sznurach, tak aby mocna czerwień pięknie odbijała od białej koszuli i podkreślała haftowany gorset. Dawniej ceniono prawdziwe korale, później najczęściej noszono ich tańsze odpowiedniki, ale nikt nie wyobrażał sobie stroju odświętnego bez tej czerwonej ozdoby. Mówiono, że dodają pewności siebie i „rozjaśniają twarz kobiety jak mak na łące”.


Młode dziewczęta splatały włosy w warkocze i wpinały w nie kwiaty — żywe latem, a zimą sztuczne, najczęściej różyczki lub drobne kwiaty kupione na jarmarku. Na odpusty i większe uroczystości zakładano nawet całe wianki. Starsze kobiety częściej nosiły chustę, ale kwiatowy akcent zostawał — czy to w samej chuście, czy w małej ozdobie przypiętej tuż przy warkoczu. Tak mawiano: „kwiat przy włosach dodaje młodości, a korale — powagi.”

Barwy, które trwają

Dziś mówi się, że strój łowicki

to tradycja. Ale dla dawnych kobiet ze wsi był czymś więcej — był świątecznym rytuałem, sposobem, by pokazać radość, pracowitość, dumę z tego, kim się jest. Kolory zmieniały się z czasem, suknie stawały się coraz bogatsze, hafty coraz odważniejsze, ale jedno pozostało niezmienne: przekonanie, że w tych barwach mieszka pamięć o ludziach, którzy tworzyli je swoimi dłońmi. A starsze kobiety mawiały: „Noś to dumnie, bo to nasze.”







Regionalny Zespół Boczki Chełmońskie FOTO: Joanna Pytlewska-Bil

Komentarze


Agroturystyka Drzemka zlokalizowana jest godzinę drogi od Warszawy, godzinę drogi od Łodzi, w otulinie Bolimowskiego Parku Krajobrazowego, w sąsiedztwie Rezerwatu rzeki Rawka.

 

 

Ruda 9, 96-100 Skierniewice / agroturystykadrzemka@gmail.com

Masz jakieś pytania? Zadzwoń:

509 - 022 - 789

© 2025 by Drzemka. Powered and secured by Wix

  • Instagram
  • Youtube
bottom of page